Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Smoki


Home
Userbars

I am



Dodaj do Ulubionych

Bardzo podobają mi się smoki, gryffiny i inne stwożenia.
Interesuję się papugami, lubie rysować, robić strony www.

Book

Dodaj do Księgi
Zobacz Księgę

107

Archives

2008
Kwiecień
Luty
2007
Listopad
Sierpień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń


Story

Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III

Links

Hodowla smoków
Rozpocznij hodowle
Warte zobaczenia
Faliste Forum
Papużki Faliste
Smoki, gryfy, jednorożce...
Uwierz w anioły
Gryffins
Ocena bloga
Toplista Fantasy
Dodatki

Dodatki na bloga

Friends






Było 152654 smoczych ludzi...

Google PageRank™




Images by deviantART Szablon by me for me


Powered by blog4u.pl

Rozdział III

Narazie połowa rozdziału. Muszę się zastanowić nad dalszą częścią :).


Niedziela minęła bardzo szybko. W poniedziałkowy ranek w domu panował straszny tłok, wszyscy schodzili z dołu na górę i z góry na dół wciąż zapominając jakichś rzeczy. O mały włos parę razy nie zdarzyłby się wypadek, gdy Dorota, Yumi i Edward usiłowali zmieścić się na schodach. Stres udzielał się również Akihito, Hawanie, Losowi, jak i Panie Inie. W końcu o godzinie 7:40 uczniowie byli gotowi do wyjścia.
-Powodzenia! I pilnujcie swoich strwożeń. Pierwszego dnia będzie duże zamieszanie, łatwo będzie się zgubić, dlatego trzymajcie się razem.
-Tak proszę Pani.- odpowiedziała cała trójka.
-Dobrze, że mamy chociaż razem lekcje.- odezwała się Yumi, gdy minęli zakręt.- Ta szkoła zdawała się duża.
-Ale musimy się trochę pośpieszyć, jeżeli chcemy zdążyć jeszcze odnaleźć klasę, w której mamy matematykę.- pośpieszył dziewczyny Edward.
Do szkoły doszli w dziesięć minut, w ciągu dnia lepiej widać wielkość szkoły. Nie przechodzili przez bramę szkoły, a więc są i byli ciągle na jej terenie. Weszli do budynki i dopiero teraz zaczęli się zastanawiać do jakiej klasy mają zmierzać. Nikt im nie powiedział, że mają iść np. do klasy numer 25.
-Przepraszam, wiesz może w jakiej klasie ja i moi przyjaciele możemy mieć lekcje matematyki?- zagadnęła Dorota dziewczynę, która przechodziła.
-Nie niestety, też jestem nowa. Muszę już lecieć, bo się spóźnię.
-To co robimy?
-Teraz moja kolej.-Yumi rozejrzała się wokoło- Hej! Czekaj, mógłbyś mi może pomóc?
-Tak, oczywiście- odpowiedział chłopak, wyglądał na starszego od nich.- pewnie chcecie wiedzieć gdzie macie pierwszą lekcję? Już od rana dzieciaki się mnie o to pytają.
-Więc... szukamy klasy matematycznej.
-Kto jest waszym głównym nauczycielem?
-Pani Ina.
Po chwili namysłu chłopak odpowiedział:
-Chodźcie, zaprowadzę was. Znam większość klas w tej szkole i wiem kto w jakiej ma lekcje ponieważ jestem jednym z przewodniczących samorządu uczniowskiego. Najlepiej będzie jak wam to wszystko napiszę na kartce.- wyjął kartkę i długopis z kieszeni bluzy i zaczął pisać, nie zatrzymując się. Po minucie, czy dwóch mieli już całą rozpiskę tygodnia oraz byli przed klasą. Niektórzy już czekali przed klasą, dołączyli do nich i oczekiwali na dzwonek. Nikt się nie odzywał, jedynym odgłosem był cichy śpiew feniksa na ramieniu jednego z uczniów. Wkrótce nadszedł nauczyciel i zaprosił wszystkich do klasy.
-Dzień dobry wszystkim! Nazywam się Irena Kwiatkowska. Jestem waszym nauczycielem matematyki, a teraz przedstawię wam tematy, które będziemy omawiać...
Lekcja minęła szybko i bezboleśnie. Pani Irena stwierdziła, że pierwszego dnia szkoły dobrze jest się przygotować psychicznie do całego roku ciężkiej pracy. Nikt w klasie jej nie zaprzeczył. Przez całe 45 minut większość klasy rozmawiała w małych grupach, niektórzy bawili się ze swoimi stworzeniami, byli też tacy co grali w państwa i miasta lub w statki. Grupa Pani Iny wcale nie narzekała na brak zajęć, a ponieważ wiedzieli gdzie mają iść na następną lekcję mogli spokojnie porozmawiać. Pozostałe zajęcia były równie relaksujące i zabawne jak pierwsza. Zwłaszcza Pan Norbert okazał się bardzo zabawnym nauczycielem. Już teraz było wiadomo, że jego lekcje będą należały do jednych z najciekawszych. Ostatnią lekcją była informatyka i każdy mógł skorzystać z internetu. Na początku lekcji Pan Tadeusz Piórko napisał parę adresów internetowych, które były utajnione przez przeciętnym obywatelem. Dostęp do tych danych mieli m.in. alchemicy, posiadacze stwożeń oraz personel Smoczej Akademii. Odpowiednikiem Googli były Smoczeoczy, pozostałe były stronami z nowościami. Po 45 minutach zadzwonił dzwonek. Hawana jako pierwsza wyleciała z klasy, a za nią jej toważysze. Zdecydowanie była zadowolona z końca lekcji, dała upust swoim emocjom i zrobiła młynka w powietrzu.
-Całkiem nieźle, Hawana!- A w tym czasie smoczyca chcąc pokazać na co ją stać wzleciała jeszcze wyżej ku niebu i zaczęła pikować w dół. Przed samą ziemią wyhamowała i pobiegła szybko w kierunku Doroty, skoczyła jej w ramiona i... siłą rozpędu obydwie upadły na trawnik. Los uznał to za świetną zabawę i spróbował nakłonić Edwarda do zabawy na trawie, ale widząc, że nic z tego nie wyjdzie dał sobie spokój. Akihito nie mogąc przepuścić okazji do wygłupiania się naskoczył na Losa, a później przed nim uciekał. Mała grupa osób zaczęła się przypatrywać co robią ci "nowi". Znikąd pojawił się nauczyciel i kazał wszystkim rozejść się do domów.
-Było zabawnie- stwierdziła Yumi, wciąż nie mogąc przestać się śmiać.
-Taa, a najśmieszniejsza była twoja mina, Dorota, kiedy upadałaś na trawę.
-Po prostu nie sądziłam, że Hawana jest tak silna. Sporo urosła od kiedy jest ze mną.
-No wiesz, przeważnie tak się dzieje, że to co małe rośnie.
-Los też był kiedyś malutki, teraz już wygląda pięknie, ale żebyście go zobaczyły, kiedy był kociakiem, co nie Los? Wyglądał jak szara kluska.
-Wiem co chcesz powiedzieć Akihito, ty zawsze byłeś piękny. -Felidis pomachał głową na potwierdzenie.
Dobry humor nie opuścił ich już do końca drogi do domu. Przez chwilę Dorocie zdawało się, że ktoś za nimi szedł, ale droga była pusta.
-To mógł być kot.- Bez wahania się stwierdziła Yumi. Dorota i Ed przyznali jej rację.

Jaka szkoda, że wszystkie lekcje przez cały rok nie mogą być tak spokojne jak w pierwszym dniu. W ciągu miesiąca Drużyna Ognia, bo tak nazwali swoją drużynę Dorota, Yumi i Edward musiała nauczyć się rzucać do celu nożami oraz podstaw sztuk walki. Akihito urósł i zwiększył swoją siłę, Los stał się jeszcze sprawniejszy fizycznie. Hawana urosła dwukrotnie, jej skóra zmieniła kolor z czarno- złotego, na czarno- szaro- czerwony. Gdy za bardzo na coś się zezłościła, to traciła panowanie nad sobą, jednak Dorota zawsze mogła pomóc jej się uspokoić.
Tego dnia Hawana od samego rana miała zły humor.
-Rozchmurz się malutka. Dzisiaj nie mamy dużo lekcji więc szybko wrócimy do domu. I obiecuje, że... - W tym momencie między nogami Doroty przebiegło coś tak szybko, że dziewczyna nawet nie zdążyła zobaczyć co to było.
-Przepraszam, przepraszam! Muszę złapać Zazu!
Jakaś nieznajoma im dziewczyna szarżowała wprost na nich, więc usunęli się jak najszybciej na bok. Świst. Ryk. Ktoś trafił smoczycę nożem w oko.
-Och! Bardzo przepraszam! Mam nadzieję, że nic jej się nie stało? Ja tylko trenowałem, nie zrobiłem tego specjalnie.
Jednak Hawana nie chciała go słuchać, nie chciała słuchać nikogo, ktoś zrobił jej krzywdę, nie ważne czy specjalnie czy nie. Rzuciła się w stronę chłopaka, jej wzrok mówił "Rozszarpię cię!". Chłopak przerażony krzyknął:
-Leonie, proszę!- Przed chłopakiem stanął zielony smok, mniejszy od Hawany. Uderzyła go głową, to było silne uderzenie, smok poleciał aż parę metrów dalej zanim upadł na ziemię. Smoczyca przeniosła swój wzrok powrotem na chłopaka.
-Hawano, nie! Uspokój się, proszę.- Dorota podbiegła do swojego przyjaciela. Hawana zamachnęła się ogonem i uderzyła nim Dorotę. Dziewczyna odbiła się o pobliskie drzewo i upadła na trawę. Z jej ust polała się stróżka krwi. Reszta drużyny wkroczyła do akcji i otoczyła Dorotę. Wtem zjawił się ktoś jeszcze. Z postury przypominał lwa, ale nim nie był. Posiadał dwa ogony, a z głowy wyrastało mu coś podobnego do parzydełek. Stworzenie wskoczyło smoczycy na plecy i łapą zrobiło kreskę z jakiegoś białego płynu na szyi. Już po chwili smoczyca położyła się na trawie i zasnęła.
-Ty możesz już stąd iść, tobie i twojemu smoku już nic nie grozi- Stworzenie przemówiło do chłopca. Nie czekał aż mu to ktoś powtórzył, tak samo jego smok.- Dobrze, a teraz zobaczę czy nic się nie stało Dorocie.- Drużyna przygotowała się do obrony przyjaciółki.- Nie martwcie się, jestem po waszej stronie. Wszystko wam wyjaśnię jak tylko zbadam waszą przyjaciółkę i obudzę Hawanę.
-No... Dobrze, ale jak tylko spróbujesz coś jej zrobić to cię zaatakujemy.
Dwuogoniasty zbliżył się więc do dziewczyny. Swoimi "czułkami" delikatnie dotknął jej brzucha oraz twarzy. Na chwilę zamknął oczy i oznajmił, że nic jej nie będzie. Wsadził łapę do swojej przepaski na łapie, następnie posmarował czoło Doroty żółtawym płynem. Płyn szybko wsiąknął w skórę i dziewczyna ocknęła się.
-Nic ci nie jest?- Jako pierwsza spytała Yumi.
-Nic jej nie będzie, nie musicie się martwić.
-Uff.. jak to dobrze, że mogłeś nam akurat pomóc.
-Czuję się... nieźle.- Spróbowała wstać i wtedy ból się nasilił.
-Powoli.- Doradził jej dwuogoniasty, ustawił się tak aby mogła się o niego podeprzeć.- Chyba będzie lepiej jak dzisiaj nie pójdziesz na lekcje. Yumi, Edwardzie, wy już musicie iść. Niedługo powinien zadzwonić dzwonek.
Hawana jeszcze nigdy nie wyglądała na tak smutną i przygnębioną. Dorota próbowała ją pocieszyć, mówiła że to nie jej wina, że każdemu może się zdarzyć itp. Nic nie pomagało. Smoczyca położyła się tuż przed dziewczyną i ruchem głowy wskazała że ma jej wejść na plecy. Gdy już to zrobiła ruszyli spowrotem w kierunku domu.
Madzia 13/04/2008 18:37:38 [komentarzy 10] Komentuj

Rozdział II

W powietrzu dało się wyczuć napięcie. Dorota była bardzo zestresowana, nie wiedziała jak sobie poradzi. Yumi wyglądała jakby też się nad tym zastanawiała, głaskała Akihito, próbując go uspokoić. Felidis chyba nie był przyzwyczajony do jeżdżenia powozami. Hawana zaczynała powoli zasypiać na siedzeniu. Jechali tak przez godzinę, zanim dojechali do szkoły. Cała była ogrodzona wysokim płotem, był on bardzo ozdobny, co kawałek widać było smoka lub inne dziewne stwożenie. Bramę twożyły dwa walczące smoki.
Gdy przekroczyli ową bramę z oddali zaczęła napływać muzyka. Obok powozów biegło bardzo duże stado czarnych lwów i felidisów, a nad ich głowami leciały gryfy, feniksy i smoki. Wokoło rozlegał się głos muzyki- tętęt kopyt, stukot tysięcy łap oraz świst powietrza rozcinanego przez skrzydła. Wszystko to twożyło najpiękniejszą muzykę na świecie.
-To na cześć wszystkich wojen. Wszystkie te stwożenia i człowiek współpracowały aby je przerwać.-skomętowała Yumi. -Nie mogłam się tego doczekać, rodzice mówili mi, że wygląda to pięknie, ale nie sądziłam, że aż tak.
Yumi ma rację, pomyślała Dorota. To jest piękne. Na pewno nie zapomni tego do końca życia. Przedstawienie to jednak nie trwało długo i wszystkie zwierzęta zaczęły się zatrzymywać tuż przed szkołą.
Była ona duża, przypominająca pałac i zamek w jednym. Wokoło były duże łąki. Przed głównym wejściem była fontanna (smok, gryf, jednorożec, lew i feniks), stały tak jakby broniły szkoły. W drzwiach stał jakiś uśmiechnięty mężczyzna.
Wszyscy zaczęli wysiadać z powozów i zrobił się mały tłok. Zniecierpliwieni ucznie rozmawiali, ich rozmowy stawały się coraz głośniejsze, ich podopieczni także się niecierpliwili co było słychać poskrzekiwaniem, mrukami i tymi podobne.
-Chciałbym was prosić o ciszę.- jak na rozkaz wszyscy umilkli.- Witam wszystkich w nowym roku szkolnym w Smoczej Akademii. Zapraszam do auli, gdzie przekażę wam pozostałe informacje.
Poprowadził ich przez szeroki korytarz do wielkich drzwi na lewo. W środku były same ławki i krzesła, najpewniej dla uczni, a na samym końcu na podwyższeniu stały pięknie wykonane krzesła i długi stół. Aula była dużym i wysokim pomieszczeniem, ściany były białe i czyste, a podłoga ciemna i lśniąca. Ci, którzy chodzili do tej szkoły pare lat pozajmowali już swoje zwykłe miejsca, pozostawiając wolne dla pierwszoroczniaków. Dorota i Yumi usiadły koło siebie, obok nich usiadło się jeszcze pare innych osób. Wokół było pełno różnych zwierząt, których nie da się spotkać idąc na spacer po parku.
-Starsze klasy dostaną teraz swoje plany lekcji, jak zwykle dostaniecie je od swoich nauczycieli. Gdy już dostaniecie swoje plany, możecie udać się do domu swego nauczyciela. Osoby, które są tutaj dopiero pierwszy raz prosiłbym o pozostanie. Dostaniecie mały teścik, który musicie rozwiązać.
-Test?-zapytała przerażona Dorota -Ja nic nie umiem, a ty?
-Oszalałaś? Nawet nie zajrzałam do książek.
Po minach innych dało się wywnioskować, że większość pierwszorocznych nic nie umiała lub była zbyt zdenerwowana aby coś napisać. Rozdanie planów zajęło zaskakująco mało czasu na tak wielką ilość uczniów. Mężczyzna przemówił jeszcze raz.
-Nie musicie się tak denerwować. Ten test bardziej przypomina ankietę. Jestem dyrektorem tej Akademii więc możecie mi wieżyć, sam czytałem wszystkie pytania i są bardzo proste. Pani Dobrowolska rozda wam teraz arkusze i długopisy.
Pytania może i nie są trudne, ale chyba nie odpowiem na nie za sto lat! Pomyślałam Dorota kiedy dostała już swój arkusz, a raczej arkusze i zaczęła czytać pytania. Podpisała się w na górze i zaczęła odpowiadać na pytania. Kilka z nich brzmiało tak:
Jaki lubisz kolor?
Masz/twoja rodzina ma smoka od jego wyklucia, swojego urodzenia czy adoptowałeś/łaś go już jako większego smoka?
Czy dogadujesz się ze swoim zwierzęciem?
Czy zanim dostałeś/łaś list wiedziałeś/łaś coś o Smoczej Akademii?
itd. Niektóre zdawały się całkowicie bez sensu. Po godzinie pisania Dorota wreście skonczyła, a Yumi 5 minut po niej. Pani Dobrowolska podeszła do nich i powiedziała, że teraz mają poczekać przez aulą. Stało już tam pare osób. Wkrótca zjawili się tam chyba wszyscy. Oprócz ludzi na wyniki czekały tu też smoki, felidisy, gryfy. Czas dłużył się niemiłosiernie, gdy z auli wyszedł dyrektor, a za nim kilkanaście osób.
-Mamy już wyniki!- odrzekł radośnie.- Teraz wyczytam jak zostaliście przydzieleni w grupy i jakiego macie nauczyciela. Alicja Bąbel, Katarzyna Nowak, Zosia Zakierska zostały przydzielone do grupy Pana Hidekiego.
Dyrektor wyczytywał tak po kolei każdego, po wyczytaniu nauczyciel zaprowadzał ich dowego domu. W końcu...
-... Dorota Kowalska, Edward Sosna, Yumi Hensel przydzieleni zostają do Pani Iny, Tomek...
Już po wszystkim, teraz już Dorota szła w toważystwie Hawany, Yumi, Akihito, Edwarda i jego lwa oraz Pani Iny do ich nowego domu. Nikt nic nie mówił, nawet Hawana była zmęczona podróżą oraz późniejszym oczekiwaniem. Po kilku minutach doszli do piętrowego domu z wielkim ogródkiem. Pani Ina oprowadziła ich po domu i zaprowadziła do ich pokoi. Pokój Doroty i Hawany był pomalowany na kolor brzoskwiniowy. Przy oknie stało biurko, pod ścianą łóżko oraz szafę. Yumi miała podobny pokój, jedynie różnił się kolor ścian, u niej był on pomalowany na żółtozielono. Nagle Dorota zdała sobie sprawę, że przecież swoje bagaże musieli zostawić w powozach. Tak głosiła kartka powieszona w powozie, którym jechały. Ktoś zapukał do drzwi i Pani Ina zawołała ich na dół.
-Zdaje się, że to są wasze, rzeczy. Zabierzcie je na górę, rozpakujcie się i zejdźcie później do jadalni.
Torby teraz zdawały się być jeszcze cięższe niż wcześniej, ale całej trójce udało się wtaszczyć je na górę do swoich pokoi. Gdy tylko Dorota wypakowała koszyk Hawany, ta położyła się w nim i zasnęła. Dziewczynka rozpakowywała teraz swoje książki, bloki z kartkami, kredki, ołówki, pastele, swoją ulubioną pościel, pudełko z dziurkami, w którym było drzewko bonsai, ubrania, ciastka, buty, kapcie oraz parę innych. Położyła torbę na szafę, ubrania poukładała w szafie, drzewko postawiła na biurku, ubrała kołdrę i poduszkę w pościel i zeszła na dół. Przy stole siedział już Edward, a obok niego leżał lew. Dorota usiadła naprzeciwko. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwała Hawana zbiegająca ze schodów.
-To twój smok prawda?- zapytał chłopak.
-Tak, to Hawana. A jak się nazywa twój lew?
-Los. Przez przypadek go zauważyłem hciałem mieć smoka.
-Ja myślałam, że Hawana będzie ptakiem.
-Ty jesteś Yumi czy Dorota?
-Dorota. Yumi właśnie schodzi do nas.
-Cześć wszystkim.- powiedziała Yumi, przy niej szedł Akihito.- Co robicie?
-Rozmawiamy.
-Mam nadzieję, że Akihito polubi twojego lwa.
-Nazywa się Los.
Rozmowę przerwała Pani Ina, prowadząc ich do salonu, mówiąc iż przygotowała kolację powitalną. Cała trójka dowiedziała się, że Pani Ina także ma smoka, dowiedzieli się także paru informacji o sobie nawzajem. Pod koniec kolacji dostali swoje plany lekcji. W tygodniu mieli po jednej lekcji matematyki, chemii, historii, plastyki, fizyki, polskiego, biologii, informatyki, samoobrony oraz trzy lekcje wiedzy o smokach i dwie lekcje alchemii. W piątek mieli zaznaczone lekcje z nauczycielem. W końcu najedzeni i zmęczeni poszli do swoich pokoi na górze i zasnęli. Następnego dnia nikt nie wstawał wcześnie, ponieważ była niedziela. Dopiero w poniedziałek zaczynały się lekcje, więc mieli czas aby pozwiedzać okolice. Gdy już wszyscy powstawali i zjedli śniadanie Dorota, Yumi i Edward poszli do miasta, parku niedaleko domu oraz nad jezioro. Zaprzyjaźnili się od razu jakby byli sobie przeznaczeni. W mieście tym nie mieszkał najwyraźniej nikt, kto nie wie nic o smokach, ponieważ wokoło kręciło się pełno różnych stwożeń. Większość była przyjaźnie nastawiona, jednakże kilka nie było zachcone nowymi mieszkańcami miasta. Do domu wrócili dopiero na kolację. Szybko zjedli i poszli do pokoju Doroty aby jeszcze chwilę pogadać.
-Mogę się was o coś zapytać?- zagadnęła Dorota.
-A dlaczego by nie?
-Jasne, mów.
-Co dajecie Akihito i Losowi do jedzenia? Nie do końca wiem czy dobre jedzenie daję Hawanie...
-Chyba nie mówisz poważnie co?- Yumi zaczęła się śmiać.
-Poważnie, a co jest w tym takiego śmiesznego?
-Smoki, gryfy, feniksy,... wszystkie stwożenia polują na różne zwierzęta. Nie trzeba ich karmić. Są na tyle mądre, że wiedzą jak polować, na co polować. Są tak samo mądre jak my. To znaczy, że Hawana też powinna polować.
-Tylko jak Hawana nigdy nie polowała, może nie będzie chciała zabić. Akihito? Mógłbyś pomóc?
Felidis podszedł do otwartego okna i wyskoczył przez nie. Dorota jak i Hawana nie wiedząc o co chodzi czekały z zniecierpliwieniem na powrót Akihito. Po chwili spowrotem wskoczył przez okno, musiał się wspiąć po ścianie domu, a w pyszczku trzymał żywego zająca. Smoczyca wstała i przyglądała się zającowi. Felidis puścił zająca, od razu gdy zajęcze łapki dotknęły podłogi zaczął biegać po całym pokoju. Nie wiadomo było kto jest bardziej przestraszony- czy ten zając czy Hawana, która wskoczyła na łóżko i nie chciała aby to zwierzę stało się jej kolacją. Dorota była niemniej wystraszona. Nigdy nie myślała, że aby ona mogła zjeść kotleta, wędlinę itp. jakieś zwierzę musiało stracić życie. Los zachęcał smoczycę do ataku, Akihito pokazywał jak ma to robić doganiając zająca.
-Hawano, ten zając się męczy.
Dorota spojrzała na Hawanę, ta na nią, a później na zająca. Stało to się szybko, smoczyca wystrzeliła jak z procy, zwierzę chyba nawet nie poczuło jak nadeszła śmierć. Teraz już jadła swą zdobycz. Jeżeli żyjesz, zabierasz życie komuś innemu.
-Tutaj w okolicy jest pełno szczurów, myszy oraz zajęcy. Słyszałam, że nawet specjalnie je hodują, aby stwożenia nie zabijały innych zwierząt hodowlanych i leśnych.
Madzia 24/02/2008 17:54:18 [komentarzy 5] Komentuj

Powrót. Rozdzial I

Zaczynam od poczatku. Mam nadzieje ze sie podoba. Komiks nie wyszedl i wyladowal w koszu. Przepraszam za brak polskich znaków tutaj... ale w bibliotece w szkole nie moge tego zmienic, a w domu narazie nie mam internetu.

Było już ciemno, choć nie z powodu nocy, a lejącego jak z cebra deszczu. Padało już tak od paru godzin. Dorota siedziała w swoim pokoju i patrzyła przez okno. Nudziło jej się, a nawet nie miała z kim pogadać, jej rodzice byli w pracy, a jedyna koleżanka, z którą Dorota miałaby ochotę porozmawiać była na treningu. Siedziała tak już dłuższą chwilę wpatrzona w krople deszczu. Jakiś kot przebiegł przez podwórko. Nagle ktoś cicho zapukał do drzwi. Rodzice powinni wrócić dopiero za parę godzin, ciekawe kto to...
Przed drzwiami nie było nikogo, jednakże coś leżało nieopodal. Wyglądało jak duże ptasie jajo. Dorocie zrobiło się żal jeszcze nie wyklutego pisklęcia i wzieła jajo do domu. Nie chciała o nim mówić rodzicom bo wiedziała, że kazaliby jej odłożyć je z powrotem na miejsce. Przygotowała posłanko w koszyku, włożyła jajo do środka i postawiła pod włączoną lampką.
-Musiałeś niedawno wypaść bo jesteś jeszcze cieplutki, ale tutaj w pobliżu nie ma żadnych ptasich gdniazd, może to ten kot cię tutaj przyniósł?
Pokój dziewczynki nie różnił się wiele od innych pokoi. Ściany były koloru jasno zielonego, wisiały na nich różnego rodzaju obrazki ze stwożeniami fantasty, dzikimi zwierzętami oraz kilka z krajobrazami. Pod oknem stało biurko, a na nim leżały czyste kartki papieru, ołówki, gumka i pare niedokończonych szkicy. Prócz tego w pokoju stała jeszcze szafa, półka i łóżko. Teraz Dorota powróciła do poprzedniego zajęcia - wpatrywania się w deszcz. Po chwili zasnęła.
Obudziło ją wkładanie klucza do zamku. Szybko wstała, zakryła jajo stosem książek i wyszła na przedpokój.
-Cześć mamuś, cześć tato.
-Dobrywieczór kochanie.
-Jak ci minął dzień?
-Cały dzień padało i nie miałam co robić...
-Jutro mam wolne więc może pójdziemy się przejść do miasta?
-Świetny pomysł mamo.
-Posprzątałaś w pokoju?
-No... tak jakby.
-Mam iść sprawdzić?
-Nie, nie trzeba. Mam jeszcze trochę śmieci na biurku.
-To idź to sprzątnij, a ja w tym czasie zrobię kolacje.
-Dobrze.
Sprzątnęła trohę Zostawiła jednak stos książek tam gdzie były, wolała nie ryzykować. Gdyby jej mama weszła do pokoju, a książek by nie było, zobaczyłaby od razu jajo. Tak ma trochę czasu na działanie.
Wyszła z pokoju, zamknęła drzwi i poszła do kuchni.
-Wcisnąć ci cytrynę do herbaty?
-Nie, dziękuję.
-Za parę dni masz urodziny i mamy dla ciebie niespodziankę.
-Naprawdę?! Jaką?
-To przecież niespodzianka.- przerwał tata i uśmiechnął się -Dowiesz się w piątek.
Dorota zjadła kolację, później jeszcze chwilę porozmawiała z rodzicami i poszła do pokoju. Do piątku jeszcze sześć dni, to strasznie długo... Ciekawe jaka to niespodzianka.
Zastanawiając się nad tym zrobiła sobie łóżko i położyła się spać. Następnego ranka obudził ją zapach smażonych naleśników. Tak więc szybko ubrała szlafrok i pobiegła do kuchni.
-Smażę naleśniki z twarogiem, takie jakie lubisz. Jak zjesz to pójdziemy do miasta.- powiedziała mama na dzień dobry.
Sześć ciepłych, letnich dni minęło bardzo szybko, szybciej niż spodziewała się tego Dorota. Obudziła się bardzo wcześnie i spojrzała na jeszcze nie wyklute piskle, jajko zaczęło pękać. Świetnie pierwszy raz zobaczę jak wykluwa się ptak. Tylko, że z jajka wcale nie wykluł się ptak.
Z pomiędzy skorupek wyłoniło się małe stwożonko. Dorota choć zszokowana od razu rozpoznała stwożenie...
-T-to smok. Ale przecież smoki istnieją tylko w bajkach.
Dziewczynka już zaczęła podchodzić do malca, gdy w okno zapukał mały smoczek z purpurowym listem w łapkach. Podeszła do okna i otwożyła je. Smok, lub jaszczurka ze skrzydłami położyła list na biurku i usiadła na parapecie jakby na coś czekała. Dorota wzieła list i zeczeła go otwierać. Małe smoczątko poślizgnęło się w tym czasie na skorupce. Dorota wyjęła list z koperty, odgarnęła skorupki od malca i zaczęła czytać list.
"Miło nam poinformawać Panią iż została Pani przyjęta do
Smoczej Akademii. Rok szkolny rozpoczyna się pierwszego września.
Smocza Akademia jest szkołą na wysokim poziomie, uczącą uczni wszystkich
normalnych przedmiotów (na wypadek rezygnacji z Akademii,
można wtedy kontynuować naukę w normalnej szkole)
oraz wiedzy na temat smoków, samoobrony i paru innych.
Jeżeli by się Pani zdecydowała proszę jak najszybciej odesłać ten list
z powrotem smokiem pocztowym.
Przyślemy wtedy list do Pani rozdziców/ opiekunów z zawiadomieniem iż
została Pani przyjęta do jednej z najlepszych Akademii.
Sprawę ze smokami oczywiście pominiemy i cieszylibyśmy się gdyby
Pani także o tym nie wspominała nikomu.

Serdeczne Pozdrowienia
Dyrekcja
Smoczej Akademii

P.S. Przyjmujemy tylko uczniów, którzy posiadają smoka lub ich rodzina posiada jakiegoś."


Pomyślała chwilę nad treścią. Zawsze mażyła o smoku, a tu nagle to mażenie się spełnia i na dodatek przyjmują ją do Akademii. Nie miała nic do stracenia, a być może wiele do zyskania. Nauczy się czegoś o smokach, pozna innych, którzy też mają smoki. Włożyła list z powrotem do koperty i podała smokowi.
-Zgadzam się.
Smok wyleciał przez okno i bardzo szybko zniknął z oczu dziewczynki. Dorota teraz zajęła się maluchem. Nie wiedziała nawet jakiej jest płci i jak go lub ją nazwać. Spojrzała w małe, czarne oczka smoczątka. Widać było w nich determinację i chęć życia. Coś powiedziało Dorocie, że jest to dziewczynka i w końcu wybrała imię, Hawana. Pobiegła na palcach do kuchni i wyjęła z lodówki kawałek surowego mięsa, nie była do końca pewna co jedzą smoki, ale przeczucie mówiło jej, że nie są one roślinożerne. Szybko z powrotem wbiegła na piętro do swojego pokoju. Hawana utkwiła spojrzenie w Dorocie.
-Proszę to dla ciebie. Jak nie będzie ci smakowało to przyniosę coś innego. Po prostu nie wiem co jedzą maluchy takie jak ty.- i pogłaskała Hawanę po łebku, jej skóra była bardzo gładka i przyjemna w dotyku.
Smoczątko powąchało swoje śniadanie i niepewnie ugryzło, chyba zasmakowało pomyślała Dorota bo Hawana zabrała się do kolejnego kęsu.

-Wszystkiego najlepszego kochanie!- ucałowała córkę mama.
-No to chyba czas pojechać po prezent?
-Postanowiliśmy, że kupimy ci psa. Jesteś już chyba dość odpowiedzialna?
-Oczywiście, że tak!
Byli u jednego hodowcy, pooglądali szczeniaki. Po obiedzie mieli jeszcze pojechać do dwóch. Weszli do domu, Dorotę zatkało, bo smoczątko bawiło się na podłodze w kuchni.
-O jenki, ale śliczny piesek.
-Ale ciekawe co tutaj robi.- zastanowił się tata.
Dorota zdziwiona, że zamiast smoka jej rodzice widzą psa, odpowiedziała:
-Nie wiem, może ktoś nam go podrzucił?
-Nie miałby którędy. Pewnie załatwiłaś sobie prezent już wcześniej, albo jakaś twoja koleżanka. No to po obiedzie zjemy sobie tort.
Na szczęście mama ani tata nie wyglądają na złych. To dobrze. Dorota odetchnęła z ulgą i podniosła smoczątko z ziemi.
-Nigdy więcej nie rób mi takich numerów.- szepnęła - No i jakbyś mógł to nie lataj na oczach moich rodziców, psy raczej nie latają...
Smoczątko radosne ciągle chodziło za swą panią, a ona co chwilę się z nim bawiła. Dorota o mało co nie dostałaby zawału jak jej tata wziął Hawanę na ręce i zaczął ją głaskać.
-Jaki milutki, dobrze, że ma krótką sierść. To samczyk czy samiczka?
-Samiczka.
-Już ją nazwałaś?
-Tak, ma na imię Hawana.
Hawana zapiszczała, chyba chciała z powrotem na ziemię.
-Wyjdź z nią na podwórko, tylko nie siedź tam za długo, bo mama już niesie tort do salonu.
Dorota wzieła Hawanę, a ta przestała piszczeć. Wyszły na dwór, maluchowi spodobały się drzewa i krzewy. Pod najbliższym krzaczkiem Hawana załatwiła swe potrzeby i razem wróciły do domu. W salonie już stał tort i lody. W rogu pokoju obok kanapy stały dwie miseczki i koszyk z kocem. Hawana pobiegła w tamtą stronę i wskoczyła do koszyka. Dorota zabrała się za swoją porcję lodów. Rozmawiała z rodzicami gdy do drzwi ktoś zapukał.
-Kochanie zobaczysz kto to?- zapytała się żona męża.
-Tak, oczywiście.-poszedł i otwożył drzwi, na progu stał listonosz.- To tylko listonosz. Dostaliśmy jakiś list z jakiejś Akademii...
-Tak?
-No proszę, proszę. Naszą córkę przyjeli do Akademii. Nigdy o niej nie słyszałem, ale tutaj piszą, że przyjmują tylko nielicznych i że można o nich przeczytać w internecie... Mają nowoczesne pomoce naukowe... To musi być całkiem niezła szkoła.
-To mogę do niej chodzić?
-Jeżeli tego chcesz to oczywiście. Jest to trochę daleko stąd i będziesz mogła przyjeżdżać tylko w ferie zimowe i święta bożego narodzenia.
-Ale to jest dobra szkoła, już o niej czytałam.
-Tak więc jutro odeślemy list z potwierdzeniem.
Pozostała część dnia minęła na oglądaniu telewizji, zabawie z Hawaną i rozmowach. Dorota pierwszy raz w życiu nie mogła doczekać się pierwszego września. Po kilku dniach nadszedł list - smoczą pocztą.

"Chcielibyśmy Panią poinformować, iż od dzisiaj jest Pani pełnoprawną uczennicą
Smoczej Akademii. Cieszymy się z wyboru tej szkoły.
Dołączamy listę potrzebnych żeczy oraz bilet na pociąg.

Książki:
Matematyka, krok po kroku
Fizyka dla średniozaawansowanych
Chemia - to proste
J. Polski - Myślę
Biologia i ja
Informatyka
Plastyka -rysuję
Geografia
Historia
Samoobrona - początkujący
Smoki są wśród nas
Gatunki smoków
Alchemia dla początkujących

Przybory
Długopis
Ołówek
Gumka
Linijka
Dresy
Posłanie dla smoka (gdy się posiada własnego)

Zabrania się
Komórek (źle działają na smoki)
Zabierania ze sobą małych zwierzątek domowych
(mogą mieć wypadek ze smokiem)

Wszystkie potrzebne żeczy można kupić w naszych sklepach,
jest także jeden w Pani mieście na ulicy Ceglanej 10a.
Pociąg odjeżdża z peronu 2 o godzinie 9:00 z Pani miasta.

Życzymy miłych wakacji
Serdeczne pozdrowienia
Dyrekcja
Smoczej Akademii"


Tym razem smok pocztowy nie czekał i odleciał. Dorota jeszcze raz przeczytała list. Do sklepu musi wybrać się sama. Alchemia dla początkujących, co to właściwie jest? Powiedziała półszeptem.
Smoczątko musiało to jednak usłyszeć. Spojrzało się swoimi czarnymi ślepkami na dziewczynkę i podeszło do niej, wspieło się jakoś na biórko. Hawana oparła przednie łapki na ręku Doroty dając jej do zrozumienia że ma przesunąć tą rękę, następnie zrobiła tak samo z drugą, ąż się złączyły. Hawana podeszła do tależyka z kolacją i zepchnęła go z biórka.
-O nie, mama mnie zabije!
Ale było za późno, teleż porozbijał się na kilkanaście kawałków. Dorota chciała zacząć zbierać pojedyńcze kawałki, oparła rękę o podłogę niedaleko porozbiajnego tależa, ale tależ był już cały. Było tylko słychać ciche pyknięcie, przez chwilkę wydobywało się jasne światło i już był cały. Jak gdyby nigdy się nie rozbił. Dziewczyna spojrzała na Hawanę.
-A więc to jest alchemia? Tylko mogłabyś następnym razem jakoś inaczej mi to wytłumaczyć. A co by było gdybym nie umiała tego zrobić? Ale i tak dzięki.
Tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego Dorota postanowiła iść do sklepu po szkolne zakupy. Na szczęście jej rodzice musieli iść do pracy, więc miała wolne pole do popisu. Zostawili jej pieniądze i powiedzieli, że może wszystko wydać. Po śniadaniu Dorota i Hawana wyruszyły do sklepu. Wiele ludzi widziało Hawanę jako psa. Jeszcze niedawno jako szczeniaka, a teraz już z wyglądu przypominała dorosłego psa. Przez te pare tygodni urosła dwukrotnie. Jej oczy nadal były lśniąco czarne, pełne nadzieji, determinacji i chęci do życia, patrzyła nimi bardzo mądrze. Skóra była matowo czarna, a końcówka ogona złota. Pazury były koloru srebrno-szarego, zęby czysto białe. Błona na skrzydłach była gładziutka, krwisto-czerwona z wąskimi złotymi prązkami. Chodziła dumnie, pewna siebie.
W sklepie nie było nikogo oprócz sprzedawczyni, która czytała jakąś książkę. Dorota wzięła koszyk i zaczęła oglądać cały sklep. Hawana dreptała za nią. Do koszyka wpadały kolejno: 3 ołówki, parę gumek, linijka, kredki, wieczne pióro z czarnym piórkiem na końcu (zawsze chciała takim pisać). Następnie weszły do pomieszczenia z ciuchami, tam przymierzała dresy i w końcu wybrała jeden i włożyła do koszyka. Na końcu podeszła do lady aby pani podała jej potrzebne książki i aby móc za wszystko zapłacić.
-Ja poproszę książki do..
-..do Smoczej Akademii, tak?
-Tak, a skąd pani to wie?
-To nie jest pies, prawda?- wskazała na Hawanę.
-Prawda.
Pani podała jej wszystkie potrzebne książki i Dorota zapłaciła za wszystko. Z ciężkimi torbami wróciła do domu. Schowała wszystkie książki do szafki, pomyślała, że niedługo będzie musiała się pakować. Nigdy nie myślała o tym, że będzie chdziła do szkoły tak daleko do domu, od rodziców. Na szczęście Hawana będzie z nią.
Tydzień mijał bardzo szybko, w mgnieniu oka mijały godziny, dziewczyna musiała już się spakować, pożegnała się z koleżankami. Siedząc już w pociągu żegnała się z rodzicami.
-Tylko pisz często!- wołała matka.
-Tak, obiecuję.
-I nie zapomnij przyjechać na święta!- krzyczał tata, kiedy już pociąg odjeżdżał.
-Jasne, że nie zapomnę!
Po chwili już wyjechali z peronu i z miasta. Pociąg mknął do szkoły. Hawana rozłożyła się naprzeciwko na wszystkich wolnych siedzeniach. Po chwili do przedziału ktoś zapukał.
-Cześć! Jest tutaj może wolne miejsce?
-Tak oczywiście, wchodź. Pomogę ci z tymi walizkami.
-Dzięki, są trochę ciężkie, to pierwszy przedział, który jest w miarę pusty.
-Hawano zejdziesz?
-Ślicznego masz smoka, u mnie w rodzinie mamy tylko jednego, ale ja za to mam felidisa. Ma na imię Akihito, jest jeszcze bardzo młody.
Hawana musiała już wyglądać normalnie skoro zobaczyła ją ta dziewczyna. Dorota wpatrywała się w felidisa. Był to piękny dość duży kot, najpewniej będzie jeszcze większy. Sierść miał koloru żółto-złocistego w czarne pręgi, jak u tygrysa, ale był również nakrapiany jak lampart. Końce uszu ozdabiały dłuższe włosy.
-Akihito jest piękny. Nigdy nie widziałam felidisa.
-Naprawdę? A tak przy okazji mam na imię Yumi, a ty?- Yumi usiadła się na miejscę zwolnione przez Hawanę, a ta położyła się obok Doroty.
-Dorota. A to jest Hawana.- wskazała na smoczycę.- Jeszcze niedawno była bardzo malutka, a teraz już jest z dwa, trzy razy większa.
-W tym okresie smoki bardzo szybko rosną, ale nie sądzę, aby twoja Hawana była kiedykolwiek gigantem bo już teraz byłaby o wiele większa.
Dziewczyny rozmawiały tak jeszcze przez parę godzin dopóki nie dojechały na ostatnią stację. Akihito i Hawana chyba także się zaprzyjaźniły.
-Chyba musimy ściągnąć te torby na dół?
-Chyba tak... Ciekawe jak będzie w tej szkole. Mam nadzieję, że przez jakiś czas nie bedą nam zadawać prac domowych.
-Ja też. Dzisiaj chyba nie zaczniemy lekcji co?- spytała niepewnie Dorota.
-Raczej nie. Pewnie tylko dostaniemy plany lekcji i będziemy mogli robić co chcemy.
Na stacji stały powozy z czarnymi końmi. Były one pięknie ozdobione, po bokach widniały żeźby smoków. Gdy Dorota podeszła aby wsiąść do jednego zauważyła, że to co wydawało jej się koniem wcale nim nie było. Były to tylko koniopodobne stwożenia. Na głowie miały róg, zamiast kopyt, trzy palce zakończone tępymi pazurami. Hawana też była zainteresowana tymi stwożeniami, ale nie aż tak jak Dorota. Obie wsiadły razem do tego samego powozu co Yumi i Akihito.

Madzia 21/11/2007 16:35:11 [komentarzy 17] Komentuj

Małe zmiany

Zmieniłam szablon, chyba na lepszy. Jak coś to mam jeszcze kod html poprzedniego. Dodałam także obrazek do podpisu, tylko jeszcze nie wiem czy go nie usunę. Od jakiegoś czasu jest też inny avatarek.
Już niedługo zameiszczę kolejną część opowiadania. Rysuję też komiks na podstawie tego opowiadania, ale zmieniłam kilka drobnych szczegułów. Jak tylko będę mieć sterowniki do skanera to pokażę wam to co już narysowałam.
Madzia 2/08/2007 15:48:57 [komentarzy 14] Komentuj

Rozdział VIII

Czy to już dzień? Chyba niemożliwe... Pomyślała Dorota. Ledwo co wczoraj zasnęła, a już obudził ją radosny śpiewa ptaków za oknem oraz przebijające się promienie słońca. Dziewczyna wstała i spojrzała na Hawanę, ta jeszcze spała więc poszła po cichutku do łazienki aby jej nie obudzić. Nie zdążyła jeszcze zamknąć drzwi gdy...
-Ah, witaj Dorotko. Mamy dzisiaj piękny dzień!- Przywitał się Kaito.
Dorota ze strachu oparła się o niedomknięte drzwi i wleciała do pokoju. Narobiła przy tym sporo hałasu i wszyscy w domu przebudzili się.
-Co się tutaj dzieje?- Spytała Pani profesor. Wyjrzała przez swoje drzwi na korytarz, była jeszcze w pidżamie.
-Co nabroiłaś Doroto? Musiałaś mnie budzić tak wcześnie?- Zadała pytanie Yumi, jej oczy same się zamykały gdy tak stała. Wyglądało na to, że choć stoi tutaj to jeszcze śpi.
Hawana pomogła wstać właścicielce i ta znowu wyszła na korytarz.
-Nic się nie stało... Możecie dalej spać.-Gdy Pani profesor i Yumi weszły do swoich pokoi Dota zaczęła mówić dalej.- Przestraszył mnie Pan...
-Kaito.
-No to, przestraszyłeś mnie Kaito.
-Pomyślałam tylko, że skoro tędy przechodzę i ty także to się przywitam. Możemy wykorzystać to, że już nie śpisz, mogę np. zacząć robić siodło.
-Dobrze, a będę mogła trochę popatrzyć?
-Oczywiście. Czekam na ciebie za dziesięć minut w kuchni.- Kaito zszedł po schodach.
Dota została sama na korytarzu. Pobiegła szybko do łazienki, przygotowała się i razem z Hawaną zeszła do kuchni. Zobaczyła, że śniadanie dla niej i smoczycy także zostało przygotowane.
-Smacznego! Nie można pracować z pustym żołądkiem.
-Dziękujemy bardzo.
Dorota, Kaito i Hawana szybko zjedli swoje śniadanie. Kaito zaprowadził je do swojego warsztatu w piwnicy. Był on bardzo duży i jasny. Na półkach leżały kawałki metalu, skóry, gumy. Koło stołu, przy którym pewnie pracował Kaito mieściła się spora półka na narzędzia. Dorota zauważyła, że jest ich bardzo dużo.
-Używasz tych wszystkich narzędzi za każdym razem?
-Większości. Każde służy do czegoś innego.
Kaito poprowadził dziewczynkę do małego zaplecza, Hawana została w poprzednim pomieszczeniu.
-Te pręty powinny wystarczyć, trzeba je tylko trochę przyciąć. Dopasujemy wszystko do Hawany i będzie piękne, wygodne siodło.
Dota tylko kiwnęła głową. Kaito przeniósł pręty do swojego warsztatu. Z szuflady w biurku wyciągnął starą miarę i zaczął mierzyć Hawanę. Następnie wyciął odpowiedniej długości kawałki metalu, odpowiednio je wygiął i przymierzył. Przeniósł "rurki" do innego pomieszczenia i tam je pospawał, przyszedł już z gotową konstrukcją. Całość wypełnił nieznaną Dorocie substancją, która po pięciu minutach wszystko połączyła i stwardniała. Dookoła została położona gruba warstwa czegoś bardzo miękkiego, a na to została naciągnięta skóra.
-Jeszcze muszę tylko zrobić kilka szczegółów. Ale to już po obiedzie. Siedzimy tutaj już bardzo długo.- Powiedział Kaito i spojrzał się na zegarek.- Ty już idź, pewnie się martwią o ciebie a ja tutaj jeszcze chwilkę posiedzę.
-Idziemy Hawana.- Smoczyca wstała a potem obie wyszły z warsztatu.

-Domyślam się, że byłaś z Kaito, ale mogłaś mi o tym powiedzieć.- Powitała Dorotę pani profesor w kuchni. Przygotowywała obiad. Yumi już siedziała przy stole, a Akihito leżał obok niej.
-Tak i przepraszam bardzo, już się to nie powtórzy.
Pani Milena podała obiad. Hawana spojrzała się na Dotę.
-Przepraszam ty też jesteś pewnie głodna. Już ci coś przygotuję.- Dziewczyna wyjęła z lodówki kawał mięsa i położyła go do miski smoczycy, dosypała karmy i nalała wody do drugiej miski.- Smacznego!
Gdy już było po obiedzie w kuchni pojawił się Kaito. Przyniósł ze sobą ukończone siodło wraz z pozostałym sprzętem. Jak zauważyła Dota nie różniło się to zbytnio tym dla konia, było ono masywniejsze i większe.
-Ah, jakie to piękne! Bardzo dziękuję Kaito. Mogę to teraz przetestować?
-Oczywiście, przecież to jest twoje.- Twarz mężczyzny rozpromienił uśmiech.
-Dziękuję! Hawciu, chodź.
-Chyba jej się podoba.- Skomentowała krótko profesor.
-Na pewno, idę zobaczyć jak jej idzie. Akihito chodź ze mną.- Dziewczyna wstała i pobiegła za koleżanką- Dorota, czekaj!
-Trochę to ciężkie, Hawano mogłabyś się położyć?- Poprosiła Dota, była już zasapana. Smoczyca położyła się na trawę i czekała cierpliwie aż jej pani wszystko na nią położy i poprzypina. Ryknęła niespokojnie, gdy Dorota próbowała założuć jej uzdę.- Hawciu, spokojnie. Wiem, że jest to dziwne uczucie mieć coś w pyszczku, ale przyzwyczaisz się. Yumi mogłabyś mi pomóc?
-Jasne, co mam robić?
-Przytrzymaj tutaj.
Po kilku minutach ciężkiej pracy wszystko już było założone i przypięte. Dota usiadła się na siodle i Hawana mogła wreście wstać. Zrobiły kilka kółek po podwórku.
-Yumi wpadłam na pomysł. Może pojedziemy do miasta i trochę pozwiedzamy okolice? Później pewnie nie będziemy miały czasu bo zacznie się nauka u pani profesor.
-To bardzo dobry pomysł. Pójdę powiedzieć, że wychodzimy.
-Oki. Czekam.- Dziewczyna zeszła na ziemię i pogłaskała smoczyce.
-Możemy!
-Co? Ah, tak. Zamyśliłam się.- Wskoczyła na grzbiet smoka i podała rękę swojej koleżance. -Wskakuj. A więc ruszamy, może najpierw na rynek?
Yumi kiwnęła głową. Hawana mimo ciężaru na plecach była zadowolona, że może się stąd gdzieś ruszyć.
Madzia 19/06/2007 20:15:50 [komentarzy 18] Komentuj

Akihito i nie tylko

Handa, oczywiście że możesz wykorzystać sobie mojego wilka ;).
Niedługo skończę kolejny rozdział opowiadania, więc bądźcie czujni!
A teraz przedstawię rysunek Akihito.
darmowy hosting obrazków
Madzia 16/05/2007 21:58:29 [komentarzy 24] Komentuj

Rozdział VII

Zanim zdążyli wejść do środka przed domem zrobiło się małe zamieszanie. Na ulicę wybiegł piękny wilk, wyglądał na bardzo wystraszonego. Wkrótce za nim wybiegł mężczyzna.
-Uwaga! Ten pies jest oszalały! Lepiej na niego uważajcie i odsuńcie się, my go zaraz zastrzelimy.- Powiedział mężczyzna najbliżej tłumu.
Ludzie natychmiast zaczęli się rozbiegać, nikt nie chciał zostać ani zastrzelonym, ani pogryzionym. Pies był bardzo przestraszony, ale nie wyglądał na oszalałego, nie chciał też nikogo ugryźć. Yumi cichutko zawołała psa do siebie, a ten powoli, ze spuszczoną głową podszedł do dziewczynki.
-Przecież on jest normalnym wilkiem! Nie jest wcale oszalały tylko strasznie przerażony! Nie wiem dlaczego chcecie go zabijać, on też ma prawo żyć!
-Ugryzł już paru ludzi i jego zachowania nie da się przewidzieć.
-Pewnie niewłaściwie z nim postępowaliście, teraz nikogo nie ugryzł.
-Ale...
-Dajcie tego wilka pod opiekę tej dziewczynki, nie będziecie musieli wtedy martwić się co on zrobi. Całą odpowiedzialność przejmnie Yumi.- Przerwał nagle wypowiedź mężczyzny znajomy Pani Profesor. Wyglądało to tak jakby był tutaj bardzo szanowany, ponieważ nieznajomy już prawie się zgodził
-To bardzo dobry pomysł i ja się na to zgadzam.- Przytaknęła Yumi.
-Hmmm.... No dobrze, ale proszę później nas nie obwiniać ze to, co się później zdarzy.
-Oczywiście, że nie!- Oburzyła się trochę Yumi. To było dla niej oczywiste.
-A więc do widzenia. Chłopaki, chodźcie.- Rozkazał mężczyzna. Zgromadzeni na pewno go znali, ale dla Doroty, Yumi i Pani Profesor był on zupełnie obcy.
-No to jak go nazwiesz Yumi?- Spytała Dota.
Dziewczyna myślała wpatrując się w lśniące, niebieskie oczy wilka. Czy to mógł być tylko przypadek, że są one takie same jak jej? Ona przecież też miała niebieskie oczy... Dorota ma piękne złote oczy, tak jak jej Hawana.
-Nazwę cię Akihito, podoba ci się?- Usłyszała tylko radosne szczeknięcie. Wilk bardzo uszczęśliwiony, że nikt go już nie goni z pistoletem bez przerwy merdał ogonem.- Dziękuję Panu, że się Pan wstawił za Akihito.
-Nie ma za co. Po prostu nie mógłbym patrzeć na jego śmierć, a poza tym ma tak samo piękne niebieskie oczy jak ty. A teraz zapraszam wszystkich do mnie na herbatę i ciasteczka.
Tym razem udało im się wejść do środka. Hawana położyła się wygodnie na podłodze tuż obok Doty, a Akihito obok swojej nowej pani. Bacznie obserwował smoczyce, chyba nie miał do niej za dużego zaufania.
-Chyba powinienem się przedstawić, jestem Kaito. Mówcie mi po imieniu.
Kaito poszedł do kuchni, już po chwili przyniósł na tacy cztery herbaty i ciastka czekoladowe na talerzu. Postawił to wszystko na stoliku.
-Rozgośćcie się i częstujcie.- Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.- Przyniosę jeszcze wodę i miski, Akihito i Hawanie też na pewno chce się bardzo pić.
-I jak się czujesz Hawciu?- Smoczyca potarła delikatnie głową o dziewczynkę, a na jej pyszczku można było zauważyć uśmiech. -A ty-spojrzała na Yumi.- jesteś albo bardzo odważna, albo szalona. Co by się stało, gdyby jednak Akihito byłby zdolny do tego aby kogoś ugryźć?
-Od razu, gdy na niego spojrzałam, wiedziałam, że on nigdy nie zrobiłby nikomu naumyślnie krzywdy.
-Dobrze, że zrobiłaś to co zrobiłaś, ale następnym razem bądź bardziej ostrożna. -Wtrąciła się niespodziewanie Pani Profesor.
W tej chwili do pokoju wszedł Kaito, podał dziewczynkom miski oraz wodę dla ich podopiecznych.
Później rozmawiali przez kilka dobrych godzin. Kaito opowiadał o swoich niezwykłych wyrobach, robił on najlepsze akcesoria dla zwierząt w całym mieście. Zgodził się także zrobić siodło dla Doty i Hawany. Dla Akihito zrobił obrożę, aby Yumi nie musiała się martwić, że ktoś mógłby go pomylić z dzikim wilkiem. Dzisiaj było już za późno, alby cokolwiek robić, więc dopiero od jutra rana miało być przygotowywane siodło. Kaito zaproponował, aby goście zostali u niego, dopóki nie wykona zamówienia. Po tym dniu pełnym przeżyć wszyscy udali się do pokoju, gdzie były rozłożone łóżka.
Madzia 13/05/2007 01:05:59 [komentarzy 6] Komentuj

Dziękuję wszystkim!

Dziękuję wszystkim, za to, że odwiedziliście mojego bloga ponad 15 000 razy!
Bardzo przepraszam, ale na razie często nie ma mnie w domu i nie mam kiedy napisać opowiadania. Muszę ze sobą brać notes i długopis, wtedy pewnie coś tam naskrobię :).
Dodam obrazki kilku smoków (pierwszy narysowany przeze mnie).
darmowy hosting obrazków

Smoki są często opisywane jako bestie, bardzo silne i złe- ale tak naprawdę, jeżeli spojrzy się na te wszystkie smoki, które są opisywane przez różnych ludzi, można dostrzec że smoki- tak jak ludzie mają inne charaktery, osobowości, przyzwyczajenia itd.

U Hawany jeszcze nie widać wyraźnie jej charakteru, nawet nie jest ona często opisywana, rzadko też bierze udział w jakiejś akcji... Niedługo to się zmieni :)
Zdradzę wam jeszcze, że już niedługo w opowiadaniu pojawi się ktoś jeszcze.

P.S. Jeżeli chcecie mieć taki userbarek

lub taki

na swoim blogu/ stronie/ forum wystarczy, że ściągniecie sobie kod z działu Userbary (pod Home, u góry w lewym menu).


A o muzyczce była już mowa w poprzednich notkach, nawet podawałam kody :).
Madzia 2/05/2007 22:19:36 [komentarzy 8] Komentuj

Rozdział VI

To już szósty rozdział... Chyba jakoś idzie mi to pisanie? Jak myślicie, czy te nowsze rozdziały są lepsze czy te z pierwsze?
Może jutro napisze kolejny rozdział, a jak nie to w poniedziałek.
--------------------------------------

-Powiem wam jeszcze to, że jeżeli mamy niewystarczająco dużo składników w kręgu zostaną one pobrane z najbliższego otoczenia.
-To chyba dobrze, przynajmniej nie trzeba się martwić, że czegoś zabraknie.- stwierdziła Dorota.
-Niekoniecznie, ludzkie ciało składa się z wielu różnych składników i to stąd mogą być one pobrane.- Pani Profesor na chwile umilkła, wiatr mocno dmuchał im w twarze. Dziewczęta były bardzo zmęczone i wyczerpane, nawet Hawana zdawała się już być wyczerpana.
Niespodziewanie Hawana wydała z siebie przeraźliwy krzyk. Wyrażał on głęboki ból i błaganie o pomoc. Dorota, Yumi i Pani Profesor natychmiast się odwróciły. Smoczyca wpadła w jakąś płapkę zastawioną na zwierzynę. Cała jej prawa łapa była zakrwawiona, rana się poszerzała, ponieważ z powodu straszliwego bólu Hawana próbowała się oswobodzić. Wszystkich na kilka sekund wmurowało w ziemię, pierwsza ruszyła się Dorota.
-Hawciu!- Dziewczyna podbiegła szybko do swojej przyjaciółki. Nie wiedziała dokładnie co robi, złożyła ręce i dotknęła płapki. Myśłała tylko, żeby przekształcić ją w stertę złomu, tak żeby Hawana mogła się oswobodzić. Pojawił się niebieski błysk i stało się dokładnie tak jak chciała tego Dorota.
-Hawano...- Rozpłakała się jeszcze bardziej i przytuliła smoczycę, nie mogła wymówić ani jednego słowa.
Po kilku minutach, które zdawały się być wiecznością Pani profesor ostrożnie podeszła do dziewczynki. Yumi nadal stała jak wryta, widocznie nie mogła zrozumieć jak jej koleżanka dokonała tego co dokonała. Nie użyła kręgu transmutacji, a jednak transmutowała metalową płapkę w stertę złomu.
-Doroto? Wstań, musimy iść z Hawaną do miasta, tutaj jej nie pomożemy. Za pięć minut powinniśmy dojść do Nebaltu.
-Dobrze, Hawciu, wstaniesz sama?- Na znak zrozumienia, smoczyca powoli wstała.- Dzielna jesteś.- Uśmiechnęła się i otarła łzy. Bardzo nie chciała płakać, chciała być dzielna, ale na razie jeszcze nie mogła w pełni powstrzymać łez.
Yumi szła ostatnia, wyglądała tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale wstydziła się. Wzrok utkwiła w ziemi i tak szła przez całe pięć minut. Po dojściu do miasta zwierze położyła się pod wielkie drzewo, tutaj w mieście wiatr tak nie wiał. Na niebie były tylko pojedyńcze chmurki, a słońce dość mocno świeciło.
-Yumi, możesz pobiec do apteki? Jest tuż za rogiem.- Dziewczyna natychmiast wykonała polecenie Pani Profesor.
Na szczęście w pobliżu była fontanna i Dorota obmyła ranę swojej podopiecznej, była ona dość głęboka i rozległa. Gdy Yumi przyszła z bandażami i z gazą Pani Profesor zabandażowała łapę, a Dota głaskała smoczycę po głowie.
-Przepraszam cię malutka, powinnam bardziej na ciebie uważać. Od teraz będę ci poświęcać więcej czasu.- Pojedyńcza łza spłynęła jej po policzku, tak naprawdę głaszcząc Hawanę chciała sama siebie uspokoić, a nie smoczycę- ona była spokojna.
-Już, tylko nie może na razie nadwyrężać tej łapy. Musisz tego dopilnować.- Zwróciła się do zmartwionej dziewczyny.- Ale nie martw się, za kilka dni już będzie lepiej. Teraz pójdziemy do mojego znajomego, mieszka kilka uliczek dalej.
-Dorota, to co ty zrobiłaś... to było niesamowite.- Zaczęła nieśmiało Yumi, chyba nie chciała się jeszcze za bardzo odzywać na ten temat.- Transmutowałaś przedmiot bez kręgu. Ja pewnie nigdy się tego nie naucze...
Przez resztę drogi już nikt się nie odzywał. Nie chciały też się rozglądać na boki, ponieważ wokoło już było widać tłum gapiów, nie często widuje się smoki, a wzłaszcza tak czysto czarne jak Hawana.

Pani Profesor zapukała do drzwi. Już po kilku sekundach dało się słyszeć kroki, widocznie ktoś podchodził do drzwi.
-Dzień dobry Panu.
-Ah, dzień dobry Milenko!- Odpowiedział z uśmiechem Pan w trochę starszym wieku.- Widzę, że przyprowadziłeś ze sobą dziewczynki?
-Tak, to jest Yumi Omura- Wskazała na Yumi.-, Dorota Havoc, a to jej smok Hawana.
Dopiero teraz starszy Pan ujrzał czysto czarną smoczycę.
-Na oko smoka, ona jest czarna jak noc. Nigdy w życiu nie widziałem aż tak czarnego smoka. Ma też piękne czyste złote oczy.- Spojrzał na Dorotę i dodał z uśmiechem.- Takie jak jej właścicielka.
-Może wejdziemy do środka? Spory tłum zebrał się przed Twoim domem Klemensie.- Wtrąciła się Pani Profesor, nie chciała, aby całe miasto podsłuchiwało o czym rozmawiają.
-Tak, to dobry pomysł. Zapraszam na herbatkę i ciastka.

C.D.N.
Madzia 28/04/2007 21:42:54 [komentarzy 6] Komentuj

Rozdział V

Witam! Przepraszam, że tak długo nie pisałam- ale nie miałam czasu. Nie wiedziałam także jak zacząć. Dzisiaj zabieram się za to chyba 6 raz, a jeszcze przed chwilą komputer mi się zresetował i wszystko co napisałam skasowało się.
Skończyłam rysować Hawanę i Dorotę :), a oto oni:
darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków
A teraz może opowiadanko.

--------------------------------------------
-Wstawać! Zaczynamy dzisiaj naukę.
-A która jest godzina? Jest jeszcze ciemno...- Powiedziała Dorota, nie lubiła tak wcześnie wstawać.
-Czwarta rano, dzisiaj musimy wcześnie zacząć dzień, musze was wiele nauczyć. Czekam w kuchni, za pięć minut będzie śniadanie.- Powiedziała Pani Milena wychodząc.
Jeszcze prawie śpiąc Dorota ubrała się, umyła oraz uczesała. Zawsze nosiła włosy w kitku. Ubrała swoją ulubioną czarną bluzkę oraz czarne spodnie. Swój czerwony płaszcz położyła na krześle, bowiem przeczówała, że wyjdą na dwór.
-Hawana wstawaj. Słyszysz? Musimy wyjść!
Odwóciła się do smoczycy.
-Chodź, w kuchni dam ci śniadanie.
Zwierze bardzo niechętnie podniosło się i poszło za swoją właścicielką.
W kuchni już zebrali się wszyscy, Dota zauwałyła, że jej koleżanka Yumi prawie zasypiała siedząc na krześle.
-Dzieńdobry wszystkim!
-Dzieńdobry.- Przywitała się Pani Milena.
-Cześć.- Powiedziała bez entuziazmu Yumi. Kompletnie zapatrzyła się w smoka, który wyszedł za Dorotą.- Jejciu, to twój smok?
-Tak, to Hawana.
-Ona jest piękna! Nigdy w życiu nie widziałam tak czarnego smoka. Ma piękne złote oczy, całkiem podobne do twoich.
-Naprawdę?
-Jasne.
-Proszę bardzo i smacznego.- Pani Milena podała śniadanie.
Cała czwórka w pośpiechu zjadła śniadanie. Następnie dziewczęta poszły tylko po coś cieplejszego do ubrania.
Yumi miała na sobie zieloną bluzke, brązowe spodnie i czarną kurtke, a Pani Milena ciemno zielone spodnie, jasno zieloną bluzkę oraz brązową kurtkę. Jako jedyna Dorota miała czerwony płaszcz. Pozostałe ubrania miała czarne.
Po wyjściu z domu Pani Milena zaczeła mówić:
-To od dzisiaj możecie mówić do mnie Pani Profesor. Dzisiaj naucze was trochę wiedzy teoretycznej, ale najpierw pójdziemy do Nebaltu, mam tam znajomego, który robi najlepsze akcesoria dla smoków.- Po chwili milczenia.- Mamy długą drogę, więc może już zaczne was uczyć. Alchemia jest nauką, a nie magią, coś nie może powstać z niczego. W alchemii nie można wyciągnąć królika z pustego kapelusza. Aby być dobrym alchemikiem trzeba dobrze pojąć chemię oraz biologię. Musicie też wiedzieć, że nie wszystko jest tym na co wygląda. Narazie nie powiem wam szczegółów, może kiedyś same się dowiecie. Alchemię wspomagają kręgi transmutacji, wyznaczają one także miejsce z którego mają być brane składniki do przemiany, ale efektem transmutacji możemy kierować w dowole miejsce.

C.D.N
Bym napisała więcej, ale musze już na dzisiaj kończyć.
Madzia 24/04/2007 19:47:28 [komentarzy 9] Komentuj